Dziś, drodzy Czytelnicy, odcinek wyjątkowy - w recenzji pomoże mi jeden z najznakomistszych i najbardziej zasłużonych członków Korpusu Sinestra, Lambertus Domin. Nieprzypadkowo, ponieważ posiadane przez niego talenty sądowniczo negocjatorskie być może pomogą nam w walce z dylematem, jaki stawia przed nami Fen Ziarses, a który jak dotąd nie dał się nikomu sprawiedliwie rozstrzygnąć.
Książka opowiada historię Niktana Oogta. Prowadzi on coś w rodzaju firmy przewozowej w południowej, nadmorskiej części Fragonii. Odkąd pamiętał, mieszkał tam z rodziną, a także, od niedawna, z żoną i dziećmi. Jego życie nie obfitowało w ekscytujące wydarzenia, jednak wystarczyło mu do szczęścia, a osiągnięcia zawodowe i społeczne zapewniały mu ogólny szacunek i stabilizację.
Wszystko zmienia się, gdy na progu jego domu staje przedstawiciel Wilaniańskiej Organizacji Powrotu...
Przedstawiciel ów życzy sobie zabrać gdzieś naszego bohatera, (Wbrew jego woli, rzecz jasna) ale ów nie ma pojęcia, co to ma być za miejsce, ani czemu to właśnie on... przynajmniej do czasu. Rodzice Niktana postanawiają nie dopuścić, by ów wpadł w niegodziwe łapska przedstawiciela i szykują potomkowi ucieczkę. Gdybym tam tylko był z kolegami z naszego Korpusu, to byśmy nauczyli tego gościa z organizacji praworządności, spralibyśmy po grzebiecie i już! Jak mówi nasza przysięga: „W najjaśniejszy dzień, w najciemniejszą noc, strzeż się twych lę...”
Rzecz w tym, że to nie takie proste, Lambertusie. Organizacja wydaje się być wrogo nastawiona do Oogta, jednak kiedy wreszcie udaje się jej go dopaść, okazuje się, że nikt tam nie chce zrobić mu krzywdy. Wręcz przeciwnie - z długo oczekiwanych wyjaśnień Niktan dowiaduje się, że w dzieciństwie został uprowadzony ze swojej ojczystej planety, Wilani, odseparowany od swoich prawdziwych krewnych przez udawanych rodziców i dziś wreszcie ma okazję wrócić do świata, do którego tak naprawdę należy, a który nigdy o nim nie zapomniał.
Wysłałbym tych udawanych rodziców na tortury, jak nic. Ja rozumiem, że chcieli mieć potomka, no ale odbierać go prawdziwej rodzinie? Wrzucać go w środowisko, do którego może się nie przystosować? Przy okazji powinni też oberwać wszyscy, którzy wiedzieli o tym niecnym procederze. W bonusie jeszcze samo istnienie tej Organizacji Powrotu, oprócz przywracania obywateli tam, gdzie ich miejsce, sprawi, że domorośli porywacze zaczną się bać! Wszak „W najjaśniejszy dzień, w najciemniejszą...”
Problem w tym jednak, że przymusowa wyprowadzka na Wilanię wcale nie uśmiechała się głównemu bohaterowi. Była to dla niego całkowicie obca planeta, z której nie mógł przypomnieć nawet najodleglejszych wspomnień, o której nic nie wiedział, nie rozumiał i, czego od początku nie ukrywał, z którą nie chciał mieć nic wspólnego. Dla Organizacji Wilanian jednak jego zdanie nie miało większego znaczenia, widzieli w nim tylko zagubione dziecko, które należy odwieźć do domu i które samo nie wie, co jest dla niego najlepsze. Pomimo że rodzice, do których trafił, naprawdę go kochali i wszystkie poprzedzające spotkanie lata spędzili na niestrudzonych, pełnych tęsknoty poszukiwaniach, byli dla niego zupełnie obcymi osobami, do tego z przerażająco odległej cywilizacji, o której nie wiedział nic i w której nic nie znaczył. To, co naprawdę się dla niego liczyło, kochane przez niego osoby i świat, w którym miał swoje miejsce i w którym tak wiele osiągnął, zostało uznane w jednej chwili za złe i skazane na zapomnienie.
Nie mam pojęcia, kto tu jest bardziej, a kto mniej winny, ale mój szef, Sinestro, po prostu skazałby i jednych i drugich na tortury. Lepiej torturować kogoś, kto nie zasłużył, niż pominąć kogoś faktycznie winnego, tak jest skuteczniej. „W najjaśniejszy dzie...”
Nie przejmuj się, sam autor też nie wie, kto jest winny. Podobnie Niktan, który chciałby uszczęśliwić i usprawiedliwić wszystkich, skacząc od egoizmu do poświęcenia - kolejne rozdziały pełne są jego składanych w rozterkach sprzecznych deklaracji, prób zdecydowania, kogo powinien kochać, a kogo nienawidzić. Szybko przywiązuje się do swoich biologicznych rodziców, którzy natychmiast układają mu miejsce w nowym świecie, nie jest jednak w stanie wyegzekwować od siebie odpowiedniego podejścia do ludzi, którzy go niegdyś uprowadzili, ale jednak wychowali, troszcząc się i nie szczędząc niczego. Nieraz ma zamiar porzucić wszystko i wrócić na Fragonię, jednak czuje, że pozostawieni tam bliscy nie byliby już dla niego tym, czym byli kiedyś. Także przedstawiciele Organizacji, którzy w najszczerszych intencjach pragnęli jedynie pomagać i nieść szczęście ponownie scalonym rodzinom, a teraz nie byli w stanie pojąć, co w ich działaniu poszło nie tak. Nawet wilaniańscy rodzice, którzy początkowo starali się nie zauważać tego, co dzieje się z Niktanem, zaczynają dostrzegać, że kierując się wyłącznie tym, co im się należy, zrobili krzywdę osobie, na której tak bardzo im zależy.
Tak jest. Połamać im kilka kości, a ich myślenie o dobru potomka radykalnie się zwiększy, widziałem to już wiele razy! W końcu, jak głosi nasza przysię...
Zapewne nie będzie zaskoczeniem fakt, iż książka w pewnym momencie urywa się, nie dając rozwiązania dla żadnego problemu. Nie wiadomo, jak dalej potoczą się losy Oogta, jakie będą jego decyzje, co zrobią jego rodzice i Organizacja Powrotu, jednak czuje się, że właściwej odpowiedzi już nie ma. Każdy czytelnik sam może dopisać własne zakończenie, dzięki któremu może kiedyś wszystko skończy się dobrze. Pięknie napisana, zapadająca historia, polecam.
Korzystając z okazji chciałbym zachęcić czytelników do przyłączenia się do naszego Korpusu. Oferujemy przyjemną pracę w ciekawym zespole, wymagamy tylko poczucia sprawiedliwości, umiejętności wzbudzania wielkiego strachu i skutecznego wymierzania uczciwej kary. CV prosimy wysyłać na planetę Korugar, jedenasta konstelacja na prawo od Drogi Mlecznej.